Jodi Picoult „Dziewiętnaście minut”

W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny. […]
W ciągu dziewiętnastu minut można doczekać się dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie. Przejść dwa kilometry. Obrębić dół spódnicy.
W dziewiętnaście minut można wstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze.
Dziewiętnaście minut – tyle starczy, żeby dopełnić zemsty.
Przemoc może przybierać rozmaitą postać, ale zawsze niszczy psychikę człowieka – zwłaszcza tego wrażliwego, nieśmiałego, który z dnia na dzień czuje się wobec niej coraz bardziej bezradny i bezbronny…
A kiedy człowiek cierpi, ucieka w głąb siebie, potem zaś wystarczy dziewiętnaście minut, by wydarzyło się coś strasznego i nieodwracalnego…
Książkę Jodi Picoult czytałam dość dawno, jednak kiedy spoglądam na jej okładkę lub słyszę słowa: „dziewiętnaście minut”, opisane w niej wydarzenia ponownie do mnie wracają.
To przejmująca i zarazem przerażająca historia, której nie da się zapomnieć!
Nazwisko nie jest mi zupełnie obce, ale nie miałam okazji jeszcze przeczytać jej książek.
OdpowiedzUsuńJodi Picoult należy do moich ulubionych autorek, a przygoda z jej twórczością zaczęła się od książki „Bez mojej zgody”.
UsuńOd tej pory przeczytałam wszystkie jej powieści. I z niecierpliwością czekam na kolejne!